105-ta rocznica Oddziału ZLP w Poznaniu

MAMY JUŻ 105 LAT!    
       I co z tego wynika?        
                                                     Jedyny czas,
                                                     jaki należy do nas,
                                                     to teraźniejszość.
                                                                    
Blaise Pascal

     Niezupełnie zgadzam się z Pascalem. Solidny fundament, okna i drzwi otwarte na świat literatury/kultury w kraju i poza jego granicami, zawdzięczamy tym, którzy budowali związek. W Poznaniu, od Władysława Stanisława Reymonta począwszy (1921r.), poprzez kolejno kierujących (miary pod pewnymi względami zróżnicowanej). Byli to, między innymi: Bolesław Koreywo, Zenon Kosidowski, Stanisław Wasylewski, Wojciech Bąk, Gerard Górnicki… Nikos Chadzinikolau, Zbigniew Gordziej, Paweł Kuszczyński.
     Przywódcą stada powinna być silna osobowość. W przypadku ludzkim – z wiedzą wszechstronną, wysoką kulturą osobistą, klasą i doświadczeniem. A zdarzyła się w naszej związkowej historii jedna jedyna kobieta. Jako poetka, prezeska i osoba z przeszłością – nobilitującą –  wyjątkowa. Była nią Kazimiera Iłłakowiczówna (1947-1948).
     Poznański Oddział Związku Literatów Polskich kończy sto pięć lat. Jakie jest jego samopoczucie? Oblicze nieco odmłodzone.
Każdy/każda z nas wnosi coś do tego „domu”, Związku Literatów Polskich. I w zamian coś bierze dla siebie. Bywały lata chude, wiały wiatry i sztandary raz w tę, potem w przeciwną stronę, Chwiał się nie raz w posadach nasz „dom”, zrywano nad nami dach. Remonty coraz to czegoś ujmowały. Jednak twórczość kwitła, wydawnictwa niczym rydwany prześcigały się w gonitwie (także konkursowej). Zdarzały się tłuste biesiady, ale też zaledwie liryczne westchnienia do księżyca nad stawem.
     Dziesięć lat temu w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu odbyła się uroczystość z okazji 95-lecia istnienia oddziału. Wówczas byli wśród nas ci, których obecnie już nie ma. Pozostały książki, wspomnienia, fotografie. Stulecia de facto nie świętowaliśmy uroczyście, bowiem przydusiła je panująca pandemia…
     Od każdego/każdej z nas zależało, jakie wartości w ciągu ostatnich lat wnieśliśmy do „domu”. Jaki stanowią budulec dla przyszłego czasu – on będzie lustrem naszych teraźniejszych działań. Przed nami wkrótce wybory kolejnego zarządu. Trzeba już teraz z zastanowieniem, głębokim przemyśleniem być przygotowanym do mądrych decyzji. Tu nie ma miejsca na kolesiostwo i osobiste sympatie a potem chowanie się „wybrańców” po kątach. Co ważne – praca w zarządzie i kierowanie nim jest służbą dla innych, nie dla kreowania własnej chwały.
 

Anna Andrych

 Fot: Aldona Dzielicka