Stanisław Chutkowski, nie przepadł na stałe w Słów-Miarce, i odnajduje się w swojej poezji z każdym wydanym tomem. Słowem coraz lepszym, mimo że jak ostatnio, szeleszczą, czyli polskie słowa, chutkowskie coraz bardziej rozpoznawalne. Szepnąłem mu do ucha niedawno, że dla jednej metafory warto pisać wiersze, bo zawsze coś z nich pozostaje w pamięci czytelnika. Tak jest w przypadku ostatniego tomu, który ukazał się wraz z wiosną tego roku. Czasem szeleszczą, słowa a także kartki wypełnione słowami, i można na tych kartkach znaleźć coś odkrywczego? Proszę bardzo:
„Róża z wiśniowego sadu”
natomiast poeta z Osiedla Bajkowego. Nie ma w tym nic zaskakującego, tak jak w życiorysie rysa, odbijająca się składniową czkawką od wdychanego powietrza, tego samego, którym oddychał Janusz Żernicki – Ciechociński Demon. Staszek przy Demonie jest jego Giermkiem anielskim, i stara się mu dorównać, w czym go stale dopinguję i dostrzegam coraz szerszy horyzont w jego liryce.
Zachęcam do lektury nowych wierszy Staszka.
JBZ