OKIEM MYSZOGRAJA

Błąd w Kodzie

Karol Pituła – filozof, poeta, performer, organizator cyklicznego wydarzenia artystycznego „Błąd w Kodzie”, mój przyjaciel.

       Nie mam w zwyczaju pisać „recenzji” wydarzeń, w których biorę udział nie chcąc w ten sposób kogoś pouczać, ukierunkowywać czy też mieć złudne poczucie niesienia misji (są od tego mądrzejsi ode mnie), ale właśnie przyjaźń z Karolem pozwala mi na podzielenie się z Wami moimi wrażeniami z jego przedstawienia – „Błąd w Kodzie”, które to odbyło się wczoraj w księgarni Bukinista w Poznaniu. Karol z odważnym i świeżym podejściem łączy poezję z formą scenicznego eksperymentu. Już od pierwszych minut zostałem wciągnięty w świat, w którym słowo i obraz współistnieją, a glitch – świadomie zastosowany, staje się metaforą współczesnej kondycji człowieka. Sam będąc w kondycji kiepskiej wczoraj, zmęczony pracą „przy sobocie” i z głową pełną, zbyt ciasną od moich myśli, dałem się wciągnąć w „To” wydarzenie poraz kolejny. Karol świadomie odrzuca klasyczny wieczór autorski. Zamiast monotonnej lektury z pulpitu widz doświadcza poetyckiej podróży, w której intymność wierszy kontrastuje z chaosem zakłóceń. Ekspresyjnie prezentuje moment kulminacyjny, gdzie zniekształcony dźwięk oraz obraz, pokazują jego odwagę w eksperymentowaniu z formą i wyczucie dramaturgii. Publiczność zostaje niejako „przeciążona”, by następnie w segmentach introspekcji odnaleźć ciszę i refleksję. Estetyka postindustrialna wydarzenia nadaje poezji Karola „materię” – słowo staje się niemal namacalne, zderzając się z dźwiękiem i światłem. Choć istnieje ryzyko, że dla widzów oczekujących tra- dycyjnej, spokojnej recytacji forma może wydawać się trudna, to właśnie odwaga w łamaniu schematów jest największym atutem „Błędu”… Chciałbym dodać od siebie, że byłem obecny na każdym wydarzeniu Karola i zawsze fascynuje mnie jego ekspresja jego „alfabet”. Jednocześnie, aby uniknąć swego rodzaju prze- bodźcowania i dać sobie przestrzeń do refleksji, na razie pozwolę sobie odpocząć. Polecam jednak każdemu, kto szuka poezji innej niż klasyczne wieczory autorskie – to doświadczenie warte uwagi. Całość zostawia poczucie doświadczenia totalnego – nie tylko literackiego, ale i emocjonalnego, sensorycznego. Karol Pituła udowadnia, że poezja sceniczna XXI wieku może być równocześnie intymna i dekonstrukcyjna, prowokująca i refleksyjna, pozostawiając widza z głębokim wrażeniem i echem „Błędu” w  świadomości.  Karol  niczym aktor  (na szczęście) potrafi wyjść z roli po wydarzeniu: „Nie jestem już na scenie, możemy teraz normalnie porozmawiać”… Intensywność kolejnych spotkań „Błędów w Kodzie” odbywała się niczym co-niedzielna msza – rytualnie, z powagą, niemal w sakralnym porządku. Przy takiej częstotliwości można czasem poczuć subtelne nasycenie liturgiczne, które nie umniejsza znaczenia spotkań, lecz delikatnie łagodzi ich rytmiczną intensywność. Zapraszam na kolejne wydarzenia Karola proponując Wam jednak najpierw odwiedzić spowiedź. a Ciebie przyjacielu proszę o wybaczenie, że pozwoliłem sobie na ową notkę mając nadzieję, że zaprosisz mnie w wolnym czasie na wódkę.

                                            Karol Pituła

tekst:  Sergiusz Myszograj  foto: Kalina Izabela Zioła