Pamięć o Poznańskim Czerwcu ’56: Pamięć i kwiaty od poznańskich literatów. W obliczu okrągłej, 70. rocznicy tragicznych wydarzeń Poznańskiego Czerwca 1956 roku – przez wielu historyków i uczestników nazywanego dziś wprost pierwszym powołaniem do wolności i powstaniem – Poznań oddał hołd bohaterom tamtych dni. O 6.00 wśród licznych, monumentalnych wieńców złożonych przez oficjalne delegacje władz państwowych, instytucje miejskie oraz organizacje kombatanckie, pojawił się także skromny, ale niezwykle wymowny akcent od środowiska twórczego. Symboliczną wiązankę kwiatów pod pomnikiem przy bramie zakładów Cegielskiego na ul. 28 czerwca złożył Związek Literatów Polskich Oddział w Poznaniu. Obecność pisarzy i poetów w tym miejscu to wyraz niesłabnącej pamięci o robotniczym zrywie. Pokazuje ona, że tragiczny czerwiec 1956 roku pozostaje żywy nie tylko w oficjalnej historii, ale też w sercach i tożsamości poznańskich twórców literatury. Związek Literatów Polskich został oficjalnie wpisany do protokołu wydarzenia i wymieniony podczas złożenia wiązanki kwiatów.
Sergiusz Adam Myszograj
Było nas tysiące…
Rozpycham miasto dziś łokciami,
dusi mnie ten czerwcowy kurz,
budzi się Wilda syrenami,
narasta wolno ludzi tłum.
Zamieniam się w uliczny bruk,
w drewnianych, robotniczych butach
– tysiące ludzkich płynie głów
i coraz głośniej po nim stuka.
Nasz język bardzo prosty jest
– to tylko są trzy słowa:
„My chcemy kromkę chleba mieć,
pracę i nad to wszystko Boga!”
Z Jeżyc, Łazarza oraz z Młyńskiej
wzbija się prawda gołębiami,
dzielnie wystawia się na cel,
gdy rozjeżdżają nas czołgami.
Karabinowa tańczy śmierć
– gwiżdżemy na nią z młodą wiarą,
a w odpowiedzi kule gwiżdżą
i prosto w nasze serca walą.
Ludzie, co często zamiast serc
nosili w piersi czarny chleb,
z głodu w codzienną prawdy treść,
teraz nie mają już co jeść.
Tak pięknie, zamiast chleba,
karmili nas kłamstwami
– własnemu dziecku spojrzeć wstyd
już w oczy, gdy władza ma cię za nic.
Czerwony kogut zapiał już trzy razy…
i tak mi się wydaje,
Romek odnalazł imię swe,
datę, godzinę, miejsce, amen…
I chociaż było nas tysiące,
z zaciśniętymi słów pięściami,
czas przyjdzie wrócić nam do domów,
z odrąbanymi marzeniami.
I chociaż było nas tysiące,
z zaciśniętymi słów pięściami,
czas przyjdzie wrócić nam do domów.
z odrąbanymi marzeniami…
Sergiusz Adam Myszograj