Ławeczka literacka – Światło /relacja/

Kolejna Ławeczka za nami…

    „Słowa bywają światłem, prowadzącym ciemnymi drogami”. Ta i inne sentencje wybrzmiały na Ławeczce Literackiej w niedzielę, 17 sierpnia. Tym razem spotkanie odbyło się bez udziału muzykującej młodzieży, która korzystała z wakacyjnej przerwy. A ponieważ czytanie poezji za ścianą botanicznego ogrodu, niejako „przywykło” już do muzyki, niezawodnym okazało się małe urządzenie służące do przenoszenia danych, czyli pendrive. Tym sposobem mogły uprzyjemnić nam wspólnie spędzony czas muzyczne dźwięki. I to jakie! Do świetlistej tematyki Ławeczki dobrałam muzykę, powstałą na  Żuławach, o której zapewne niewiele osób słyszało, w tym i ja. Po raz pierwszy czując się odpowiedzialna także za tę stronę spotkania, w skąpo oświetlonej sali, pół godziny przed rozpoczęciem, robiłam tzw. przymiarkę głośności, kątem oka rejestrując wchodzące osoby. Wchodziły i wchodziły, aż sala wykładowa zapełniła się niemal po brzegi. Jeszcze tylu nowych twarzy w tym miejscu nie widziałam, co bardzo mnie cieszyło, jako że to i pora urlopowa i trwający jeszcze długi weekend. Na biurku w stylowym wazonie pysznił się ogromny bukiet pachnących ziół i kwiatów, świeżo zerwanych z botanicznej łąki przez Ewę Kazimierczak Grygiel, przedstawicielkę Ogrodu, zawsze obecną na Ławeczce. Powitałam gości ciekawostką, dotyczącą zbioru wypisów z literatury staroindyjskiej, wydanego przez Wydawnictwo Akademickie Dialog a zatytułowanego „Światło słowem zwane”. Zbiór ten zawiera tłumaczenia tekstów z sanskrytu i j. palijskiego, a obejmuje różne formy literackie, takie jak hymny, traktaty, epopeje, poezję dworską, dramat, powieści, bajki i baśnie. Opracowali je polscy indolodzy, pragnący przybliżyć bogactwo literatury staroindyjskiej. „Światło słowem zwane” to jednocześnie metafora, odnosząca się do mocy słów, które mogą być źródłem inspiracji, nadziei i prowadzić do głębszego zrozumienia siebie i świata. Mogą też mieć w sobie realną siłę, kształtującą nasze życie i myślenie. Dla przykładu dwa cytaty: „Ciemność nie jest przeciwieństwem światła, tylko jego brakiem” oraz „Najciemniej jest tuż przed wschodem słońca”, co sugeruje, że najtrudniejsze chwile w życiu poprzedzają zwykle jakiś przełom i pojawienie się jasności, którą to myśl często przypisuje się Paolo Coelho. Na program Ławeczki złożyły się wiersze z motywem światła, autorstwa naszych wielkich poetów: Leopolda Staffa, Adama Asnyka, Bolesława Leśmiana, Jerzego Harasymowicza. Marcina Świetlickiego, Wisławy Szymborskiej. Lektorami byli: Andrzej Szmal, Stanisław Szwarc i Sergiusz Myszograj. Trafiła się nam też niespodzianka: otóż na spotkanie przyszła była uczennica naszej koleżanki-poetki Mirosławy Prywer, przynosząc ze sobą jej tomik pt. „Światło pamięci”. Przeczytała z niego wiersz pt. „Ważny promień”, po czym w paru słowach przybliżyła sylwetkę Mirosławy, która jako nauczycielka fizyki potrafiła zachęcić uczniów II Liceum Ogólnokształcącego im. Generałowej Zamojskiej i Heleny Modrzejewskiej – zarówno do wędrówek po górach jak i do pisania wierszy. Była wszak założycielką i opiekunką szkolnego koła literackiego Krąg. Pani Iwona, ośmielona brawami, ośmieliła się też zaprezentować własny wiersz. Tym poetyckim sposobem, dawna uczennica i jej mentorka znalazły się między nami. I to jest, myślę, ponadczasowy wymiar Ławeczki. W drugiej części nasze spotkanie „oświetlali” własnymi utworami poeci, obecni na sali. Do czytania zgłosiło się ich 18! Na szczęście widownia okazała się bardzo cierpliwa. Było to ważne także z innego powodu, bowiem muzyka, odtwarzana z laptopa brzmiała niezbyt głośno i wymagała skupienia, o które przy takiej liczbie osób zazwyczaj trudno. Ale udało się i każdy z czterech utworów wybrzmiał w niezmąconym nawet szeptem, zasłuchaniu. Tu muszę dodać kilka słów na temat samej muzyki i jej wykonawców. Lud Hauza, wykonujący nową muzykę żuławską to zespół producentów muzycznych, inżynierów dźwięku, instrumentalistów i solistów. W ich kompozycjach, inspirowanych przyrodą, zawarte są elementy naturalnie magiczne, a dźwięki mają niepowtarzalne brzmienie. Oprócz instrumentów klasycznych i elektronicznych, słychać np. bęben przywieziony przez Jana III Sobieskiego spod Wiednia, kaszubskie skrzypce diabelskie czy theremin optyczny własnej konstrukcji. Muzycy nagrywali swoje utwory w miejscach niezwykłych, np. na opuszczonych łemkowskich cmentarzach, podczas spotkań żydowskich Cadyków, u ujścia Wisły do Bałtyku z użyciem mikrofonów podwodnych, a także w Kongo, na stokach Kilimandżaro, w islandzkich jaskiniach, na lodowcu w Skaftafell, za kołem podbiegunowym w Norwegii. Wszystkie te wiadomości zaczerpnęłam z Internetu. Aby ożywić spotkanie, ochotnicy z widowni losowali wydrukowane na paskach papieru złote myśli i głośno je nam odczytywali. Były też pytania dla publiczności, oczywiście z przymrużeniem oka, przysłowia elektryka i humor zeszytów. Wszystko to obowiązkowo związane ze światłem. Reasumując, poeci przygotowali się nadzwyczaj starannie, każdy wiersz był na temat, choć w najróżniejszych jego wariantach. Najmocniejszy jednak akcent padł na samym końcu. Pewien pan, po raz pierwszy obecny na spotkaniu, powołując się na znajomość z Nikosem Chadzinikolau, Stanisławem Barańczakiem i Romanem Brandstaetterem, wyrecytował z pamięci własny wiersz, w którym światłością nazwał samego Boga. Brzmiało to jak modlitwa, wysłuchana w absolutnej ciszy. Brawa dobitnie potwierdzały wartość usłyszanych fraz. Dla mnie, jako osoby prowadzącej, odpowiedzialnej za całość spotkania, był to powód do satysfakcji a zarazem „wiatr w skrzydła”. Następna Ławeczka Literacka dopiero w październiku. Dołożę wszelkich starań, by i ona dostarczyła obecnym różnorodnych przeżyć, zarówno tych głębszych jak i niosących radość. Bo samo czytanie wierszy to, moim zdaniem, za mało. Dobrze jest dowiedzieć się czegoś nowego, nieraz dać się zaskoczyć i zwyczajnie, dla odprężenia – uśmiechnąć się. Jednego tylko zabrakło: fotoreportera…  

Maria Magdalena Pocgaj