48. MLP w ocenie Sergiusza Myszograja

Poezja, która oddycha razem z ludźmi

 

Zdarzają się spotkania, po których człowiek wychodzi lżejszy, jakby trochę bardziej pojednany z językiem i światem. Tak właśnie było podczas 48. Międzynarodowego Listopada Poetyckiego w Bibliotece Publicznej w Śremie – wydarzenia, które na nowo przypomniało mi, że poezja najlepiej oddycha wśród ludzi, a nie w zamkniętych tomikach.

W bibliotece zebrało się grono wyjątkowych twórców – Anna Andrych, Filip Tonder, Hanna Szeląg, Romuald Mieczkowski i Daniela Ewa Zajączkowska-Hynas. Każde z tych nazwisk to osobny świat, inne tempo oddechu i wrażliwości.

Filip Tonder czarował krótką muzyczna śpiewaną formą, precyzyjnym słowem, które tnie jak skalpel, a jednocześnie leczy.

Hanna Szeląg – poetka, reżyserka i nauczycielka – pokazała, jak poezja może przenikać do teatru, edukacji i codzienności. Jej spektakl „(S)pokój nauczycielski” okazał się jednym z najmocniejszych punktów całego wydarzenia – poruszał, rozśmieszał i dawał do myślenia.

Romuald Mieczkowski wniósł w spotkanie głos pamięci i tożsamości, a jego słowa przypominały, że poezja to także sposób na ocalenie tego, co ginie w hałasie współczesności.

No i najważniejsze – Publiczność – głównie młodzież – słuchała z niezwykłą uważnością. Padały pytania, czasem bardzo proste, ale w nich właśnie było coś najważniejszego: prawdziwa ciekawość. Skąd bierze się pomysł? Co robić, kiedy słowa nie chcą przyjść? Czy poeta zawsze musi być smutny?

Nie znam na to wszystkich odpowiedzi – i dobrze. Poezja żyje właśnie w tych pytaniach, nie w gotowych formułach.

Muszę przyznać, że w Śremie poczułem się częścią czegoś więcej niż literackiego programu. Było w tym spotkaniu dużo ciepła – i to nie tylko metaforycznego. Zespół Biblioteki Publicznej przygotował wszystko z niezwykłą dbałością: od sceny po najmniejsze detale, które sprawiają, że autorzy czują się jak w domu. Wszyscy poczuliśmy ogromne zaopiekowanie od pracowników biblioteki ale przede wszystkim od pani dyrektor – Anny Laski – Szmyt.

Nie mogę też nie wspomnieć o młodzieży, która słuchała, reagowała, zadawała pytania – to dzięki nim poezja nie zamienia się w muzealny eksponat. Dla mnie ten dzień był nie tyle występem, co rozmową – taką, która zostaje w człowieku na długo. Śrem pokazał, że poezja nie jest luksusem dla wybranych, ale językiem, w którym można mówić o wszystkim – o lęku, marzeniu, pracy, a nawet o nauczycielskim (s)pokoju.

Z wdzięcznością,

Sergiusz Myszograj, Śrem, 6 listopada 2025

Szczególne podziękowania, że mogłem się tutaj znaleźć kieruję do pani Marii Magdaleny Pocgaj i całego Związku Literatów Polskich oddział w Poznaniu.