„Piano” poetyckie w Skokach

Komu potrzebny jest poeta? 

Spotkanie z Jerzym Beniaminem Zimnym

Piszący w 𝒩𝓊𝓇𝒸𝒾𝑒 𝒪𝒹𝒩𝑜𝓌𝓎, „pobłogosławiony” przez Jesienina, obdarzony nieograniczoną wyobraźnią i zdolnością tworzenia nowych wartości — Jerzy Beniamin Zimny, poeta, felietonista, redaktor naczelny ℛ𝑒𝒲𝒾𝓇𝑜́𝓌 — był gościem Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy im. Eugeniusza Paukszty w Skokach.

Z okazji 𝟺𝟾. ℳ𝒾𝑒̨𝒹𝓏𝓎𝓃𝒶𝓇𝑜𝒹𝑜𝓌𝑒𝑔𝑜 ℒ𝒾𝓈𝓉𝑜𝓅𝒶𝒹𝒶 𝒫𝑜𝑒𝓉𝓎𝒸𝓀𝒾𝑒𝑔𝑜 𝓃𝒶 𝒵𝒾𝑒𝓂𝒾 𝒲𝒶̨𝑔𝓇𝑜𝓌𝒾𝑒𝒸𝓀𝒾𝑒𝒿 spotkał się z młodzieżą klas ósmych. Rozmowa o poezji, warsztacie twórczym, o roli i celu pisania okazała się korzyścią bezcenną i obopólną.

Wśród najważniejszych zalet pisania młodzi wymienili: wartość terapeutyczną 🕊️, wdzięczność 💛, ślad istnienia ✍️, rozwój wyobraźni 🌿 i pisanie dla samego pisania. Najważniejsze jednak to mieć motywację.

Spotkanie uatrakcyjniły czytania wierszy w wykonaniu: Dawida Szymańskiego, Ireny Kasicy, Jerzego Zimnego oraz jego małżonki.

Na pytanie postawione w tytule nie padła jednoznaczna odpowiedź. Bo poeta potrzebny jest temu, kto szuka wrażliwości, kto pragnie ukojenia, kto lubi poezję.

Niektórzy nie potrzebują poety wcale.

A Ty, Czytelniku? 🤔

Tekst i zdjęcia: E.S.

 

EPILOG

     Jechałem do Skoków wiedziony instynktem samozachowawczym, jako jeden z ostatnich, co to wiodą swój żywot ze świadomością nieuchronnego jego końca. Bohater mojej powieści Gry wstępne, pochodzi ze Skoków, tutaj ukończył szkołę podstawową, stąd odprawiono go do jednostki wojskowej w Bydgoszczy, stamtąd wrócił i osiadł w Poznaniu, gdzie los nas połączył w pracy zawodowej i posadowił w jednej ławce IV Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu. Potem nasze drogi się rozeszły, ale kontakt pozostał, na długie lata.

Gdy wpadłem na pomysł napisania powieści o człowieku, który się miłości nie kłaniał, od razy pomyślałem o Mietku, ponieważ nigdy się nie ożenił, chociaż miał ku temu wiele okazji, nawet poleciał do Kanady aby odwiedzić jedną ze swoich sympatii. Wrócił wiedziony zewem krwi, tradycją rodzinną. I trafił na strony mojej  powieści w roli dojrzałego mężczyzny, który postanowił zerwać z samotnością raz na zawsze.

W czerwcu tego roku zadzwoniłem do niego, odebrał i był bardzo rozmowny, co nigdy dotąd mu się to nie zdarzało. Zwykle odpowiadał po miesiącach, nawet na życzenia imieninowe.  Podczas długiej rozmowy zorientowałem się, że to zupełnie inny człowiek, jakiego dotąd nie znałem. Zaprosiłem go na obiad, ale nie doszedł do skutku z powodu mojej choroby. Na początku sierpnia zadzwoniłem do niego. Nie odbierał, następnego dnia też  dzwoniłem, bezskutecznie. Wiedziony przeczuciem przejrzałem nekrologi…

Cmentarz w Skokach tego dnia był dla nas bardzo przyjazny, bez trudu odnalazłem grób Mietka, nie przypuszczałem, że takie będzie nasze ostatnie spotkanie, przecież miał z nami jechać do Skoków i uczestniczyć w moim spotkaniu z młodzieżą?

W Bibliotece odczytałem wiersz poświęcony Mietkowi napisany zaraz po wizycie u niego na Osiedlu Przyjaźni w Poznaniu, w 2007 roku. Wiersz w wymowie bardzo proroczy:

 

PIANO

 

Mietek żyje samotnie, nigdy nie miał

żony, a mógł mieć. Choćby Marylę

ze Skoków. Albo Jolkę, wyjechała do Kanady.

 

Mietek nie pije, przystojny nadal, czas mu

odpuścił winę zaniechania, a sąsiadka

głośnego Bacha nad ranem w każdą

 

sobotę. Z dziewiątego piętra już nie

dostrzega kobiet. Mówi: niedługo

wylecę stąd ptakiem, to miasto będzie  

kropką w moim oku. Mówi też o oswojonych

obrazach, których mu śmierć nie odbierze.

 

 

/Wiersz napisałem po wizycie u kolegi w 2007 r.

Zmarł nagle w sierpniu 2025 r./