///Biblioteka ReWirów Poznań 2025///
Urodziła się poetką wyedukowana na prawniczkę. W wieku piętnastu lat wygrała Turniej Jednego Wiersza podczas 18. Międzynarodowego listopada Poetyckiego. Zdobyła pierwszą nagrodę w Turnieju Wierszy o Poznaniu i Wielkopolsce. Debiutowała tomem „Turniczka dzwonniczka” w 1991 roku. W swoim skromnym dorobku ma szereg publikacji prasowych, pisze opowiadania, krótkie recenzje. W przygotowaniu zbiór opowiadań, szkiców, i wspomnień. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od urodzenia mieszka w Poznaniu, od czasu do czasu wędruje po górach i odwiedza miejsca związane z dzieciństwem rodziców: na Podbeskidziu i Ziemi Lubuskiej. Bielsko-Biała i Krosno Odrzańskie, miasta w których znajduje najwięcej inspiracji nie tylko ze względu na uroki tych miejscowości, zafascynowana twórczością Mieczysława Stanclika i Klabunda – Alfreda Henschke, autora Kredowego Koła /1925/, wiekopomnego dzieła które stało się inspiracją dla Bertholda Brechta, do napisania Opery za trzy grosze /1928/Dagmara na Srebrnej Górze w Krośnie Odrz. czuję się jak poeta Klabund w Davos, przypominający bohatera Czarodziejskiej góry T. Manna.
Kilka fragmentów recenzji o poezji Dagmary:
Maria Magdalena Pocgaj
Jak podać wiersz, aby nie upuścić kruchego szkiełka na kamienną podłogę?
Celowo wybrałam ten cytat (z niewielką zmianą gramatyczną) z wiersza Dagmary Julity Zimnej pt. „Wieczór autorski”. Uznałam go nie tylko za dobry tytuł do poniższego komentarza, ale także jako istotne pytanie, jakie winien sobie postawić każdy, wstępujący na poetycką drogę. Wszak nie chodzi o samo pisanie (pisać może każdy), ale o tę szczególną skłonność (czyt. umiejętność), by nazywać świat inaczej niż wszyscy. Skłonność ta pojawia się u niewielu, o ile pozwolą się wyłowić z całej rzeki, żeby nie powiedzieć powodzi piszących. Mam przed sobą debiutancki tomik wspomnianej wyżej autorki. Nie szkodzi, że jest córką poety, którego nazwisko znane jest w kręgach krytyczno–literackich i nie tylko. Można by oczekiwać, że taki ojciec dawno powinien wypromować swoje utalentowane dziecko. Wielu pewnie by tak zrobiło. Dlaczego jednak Dagmara Julita Zimna, będąca dziś osobą dojrzałą, zdobyła się tak późno na opublikowanie swoich młodzieńczych wierszy? Pozwolę pytaniu ulecieć w eter, wszak chodzi tu o coś zupełnie innego. Jak dowiadujemy się z notki o autorce, Dagmara Julita przez dwadzieścia pięć lat nie uczestniczyła w życiu literackim. A w młodości miała przecież na swoim koncie znaczące nagrody. Jednak – nie zabiegała, by staraniem własnym, czy z pomocą rodzica znaleźć się na literackim parnasie. Po prostu żyła swoim życiem. A jednak przez cały czas nosiła w sobie to „kruche szkiełko”, bacząc, by się nie stłukło. I nie stłukło się. Nie tak dawno, na prowadzonej przeze mnie w poznańskim botaniku Ławeczce Literackiej, zaprezentowała się, obok innych autorów, raczej nikomu nieznana pani Dagmara. Wiersze czytała z kartki, bo własnego tomiku jeszcze nie miała. Publiczność natychmiast zareagowała rzęsistymi oklaskami. Bo usłyszeliśmy wiersze pisane tak, że coś w nas drgnęło i przeszyło na wylot. Co prawda, w botaniku towarzyszyli pani Dagmarze p.p. Zimny, ale nie przyszło mi wtedy do głowy, że to ich córka. Ona zaś przedstawiła się tylko z imienia. A teraz wertuję tomik jej wierszy z lat 90-tych ubiegłego stulecia i boję się oddychać… Tak subtelne i wyważone są te utwory. Delikatne, a wcale nie słodkie, pisane w sposób oszczędny i powściągliwy z dbałością o każde słowo. Zastanawia tytuł: „Turniczka – dzwonniczka”, wydłubany zapewne jak okruch skamieliny ze szczelin umiłowanych Tatr. Jest w tomiku prawdziwy unikat – dwa wiersze, napisane przez Witka Różańskiego z przesłaniem dla młodziutkiej wtedy Dagmary. Autor książki „Dziecko idące jak włócznia śpiewało” przeczuł, że będzie z niej poetka. Napisał to najprościej: „a tobie się poezja uda”. Tym bardziej może zastanawiać fakt, że Dagmara, nawet z błogosławieństwem Witka wolała zaczekać. A przecież, będąc nastolatką, formułowała takie metafory: „jestem małą czerwoną krwinką w żyłach mojego miasta”, „w zeszycie życia daleko do kropki jeszcze literki igrają”, „wróble symbol wysypki mojego rocznika” – mogłabym tak wybierać z każdego wiersza, z każdego. Gdyby wtedy zapytać ją o mistrzów, jednym tchem wymieniała Różańskiego, Żernickiego, Danielewską. Zamiast więc chwalić ten skromnie wydany tomik, z ciekawymi elementami graficznymi, autorce – po prostu z głębi serca podziękuję. I nie ukrywam, że wiersze późniejsze, które pamiętam jak przez mgłę z tamtej prezentacji na Ławeczce – jeśli ukażą się w kolejnej książce, podbiją serca wielu, znających wagę słowa i kunszt tworzenia. Na takie wiersze się czeka.
Krzysztof Grzechowiak w liście do Jerzego Beniamina Zimnego pisze:
/…/ w ostatnich ReWirach jest wiersz Dagmary Zimnej. Szkoda, że brakuje obok małej notki biograficznej poetki. W almanachu Klubu Literackiego Zamek – „Krąg spotkań” 1995, jest zdjęcie na str. 57 na którym stoję obok Dagmary z Maciejem Porzyckim, Edwardem Popławskim i innymi. Musieliśmy mieć wspólny występ, wtedy wydałem arkusz pt. „Opis walki” , widzę że leży na stole przed E. Popławskim. Edward zalicza Pana do pokolenia Orientacji, ja bym był za Nową Falą, ale niekoniecznie realizującego jej program poetycki. Zawsze są poeci na uboczu, czasem okazuje się, że ważniejsi niż cały nurt./…/
W wieku 16 lat zdobyła I nagrodę w Turnieju Wierszy o Poznaniu i Wielkopolsce /1987/. Finał Konkursu odbył się w Kawiarni Literackiej przy Starym Rynku.

na zdjęciu Dagmara czyta nagrodzony wiersz.
Podczas XI MLP w 1988 r. Dagmara zdobyła drugą nagrodę w Turnieju Jednego Wiersza

W Głosie Wielkopolskim, w podsumowaniu XII Międzynarodowego Listopada Poetyckiego w 1989 r. Włodzimierz Braniecki pisał:
Włodzimierz Braniecki po sukcesie Dagmary w Turnieju Wierszy o Poznaniu i Wielkopolsce w 1986 r., zajęciu II miejsca w Turnieju Jednego Wiersza podczas XI MLP w 1988 r., i rok później, I miejsca podczas XII MLP – pozwolił sobie zamieścić obok nagrodzonego wiersza Dagmary mój wiersz, który poświęciłem córce kilka miesięcy po jej narodzinach w grudniu 1971 r.

Wiersze z tomu „Kolia z czarnego makaronu”, Biblioteka ReWirów Poznań 2025 r.
OCZEKIWANIE
Jedno popołudnie
wypełnione śpiewem Enyi.
Na stole zielona sałata
ocieka oliwą,
w garnku gulasz sojowy
oczekuje na względy,
a wino coraz chłodniejsze
ogrzewa nastrój.
Za oknem las
nie ten z Narnii.
ani birmański;
las mojego wiersza
wkrada się do kuchni
czuję zapach żywicy
tracę pod stopami
grunt tego wiersza.
Milknie Enya zostaję sama
i nie wiem czy to prawda.
WYMIAR
Już późno a jeszcze trochę czasu,
i teraz minuty są jak szczęście.
a ja jak ten łowca, ta łowczyni
staję się bliska każdej śmierci,
każdej chorobie na odległość kroku,
i w mojej głowie też spotykam
wydeptane ścieżki cmentarne.
One wiodą nas przez całe życie
każdy zakręt i każde wzniesienie
jary głębokie, rzeki i strumienie
widoki odległe w zasięgu wzroku.
Czas jest piechurem niestrudzonym,
za często zaglądamy mu do oczu.
