Recenzja recenzji
Poetka wydała tom wierszy a koleżanka napisała recenzję, polegającą na analizie wierszy w stylu: co autorka chciała powiedzieć, lub co miała na myśli w: strofie z kropką na początku i na końcu. Recenzentka słusznie zauważa, że: żyjemy w pewnej społecznej przestrzeni, którą wyznaczają nasze preferencje, a więc jakie preferencje taka poezja, w tym konkretnym przypadku. Recenzentka w innym miejscu pyta: Co zatem chce, zainspirowana pięknem przyrody, wyczarować bohaterka? Konstatuje – dla poetki ważne jest nie tylko odpowiednie miejsce, normalność zielonego dnia, a nawet zieloność krwi i nieparzystość do pary. Poszukuje ona sekretu zaklinania słów. To nie koniec rozważań o sekrecie wyrazów literackich. Poetka chce poznać tajemnicę zawartą w zdaniach, poglądach kogoś, kto poznał sekret zaklinania słów…
Myślę, że należałoby powołać konsylium, które postawiłoby diagnozę, zarówno autorce jak i recenzentce. Jedna i druga zadają czytelnikowi dużo pytań, a ten w odpowiedzi, rzuca w kąt lekturę, która niczego nie wnosi do polskiej liryki, nawet w okresie obecnego ćwierćwiecza.
***
W innym miejscu inna recenzentka wypowiada się na temat książki poetki, której: słowa chcą być nieuchwytne, skłębione w kątach zapomnienia, w zakamarkach uczuć a poetka wydobywa je z pełną subtelnością, uwagą i czułością. Wiersze z tomu, zbudowane są z wyrazów, które nie chcą się ujawnić. Wiersze z omawianego tomu wchłaniają się poprzez zmysły, krążą w krwioobiegu czytelnika, i docierają do unerwionych tkanek.
I takie pytane recenzentki oraz jej odpowiedź : Co zatem podmiot znajduje w swoich poetyckich wędrówkach? Chyba siebie…
Czyżby akces do nurtu „ Szminki i kredki” ? Zapoczątkowany dwie dekady temu.
JBZ